Celem niniejszego szkicu, jest przybliżenie Czytelnikowi sensu publikacji, traktujących o wydarzeniach zaszłych.
Indukcja, jest podstawową metodą ustalania faktów w odległej perspektywie historycznej, polegającą na gromadzeniu poświadczonych bezspornie informacji, a więc – przechodząc w dziedzinę Filozofii – jest wyciąganiem wniosków a posteriori, czyli po zaistniałym fakcie, odnosząc się do procesu poznania, powstającego na drodze doświadczenia empirycznego (ἐμπειρία).
Jest to jedna z najstarszych metod poznawczych, stosowana w Polsce dość niechętnie – za wyjątkiem Staszica i Śniadeckiego – z uwagi na jej racjonalne podejście do faktów, czyli sposób myślenia, dość obcy mentalności nadwiślańskiej – typowo emocjonalnej.
Metoda a posteriori, jest przeciwieństwem anty-empirycznego, zwykle emocjonalnego i płynącego najczęściej z (systemowego?) nieuctwa aprioryzmu (tu proszę Czytelnika, aby nie mylił tego pojęcia z podstawami filozofii Immanuela Kanta, który używa go tylko w odniesieniu do Metafizyki, która nie jest Nauką empiryczną!).
W czasach najnowszych, w Polsce, osamotnionym pionierem stosowania indukcji historycznej i wyciągania z niej wniosków, dotyczących przyszłego ustroju Państwa Polskiego, był Pan Profesor Feliks Koneczny, autor wiekopomnych dzieł o różnorodności cywilizacyjnej świata.
(Na marginesie warto jest dodać, iż w teraźniejszości, Konserwatysta obserwuje coraz bardziej rosnącą znajomość zawartości, a nawet sensu książek Profesora Konecznego, co jest zjawiskiem nieporównywalnym do wczesnych lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to dokonywał tłumaczeń z przedwojennej „Wileńszczyzny” Konecznego, na język zrozumiały owocześnie w Polsce, na łamach miesięcznika „Myśl Niepodległa”, szmuglowanego do Polski w nakładzie 2000 egz. Do dziś dzień Konserwatysta nie opowiedział Nikomu o kanale przerzutowym, nadal funkcjonującym i może być, że w przyszłości znów potrzebnym*).
Powracając jednak do sensu publikowania materiałów historycznych, to główną koniecznością takiej właśnie działalności, jest zupełny zanik Edukacji, na terytorium Ziem zagrabionych Rzeczypospolitej, których kadłubek pojałtański nazywany jest – o Ironio! - Rzeczpospolitą Polską.
W tym miejscu Konserwatysta daruje Sobie wykład o tym, iż sama nazwa Rzecz(y)pospolita oznacza Własność wspólną Obywateli, zarządzaną w Ich imieniu i interesie, przez Osoby odpowiedzialne i uczciwe, pozostawiając te kwestie, a więc: wspólnoty, zarządzania w Imieniu i interesie Obywateli oraz odpowiedzialności, i uczciwości Osób rządzących, wyobraźni Czytelnika…
Zanik Edukacji, spowodowany został przywiezieniem na czołgach Stalina władzy obcej etnicznie i narodowo, zupełnie nie zainteresowanej kształceniem Narodu podbitego, któremu – „ręka w rękę” z Niemcami – wymordowała Elity intelektualne i naukowe, by szerząc nieuctwo „ubrane w szaty” postępu cywilizacyjnego, sprowadzić do roli „mięsa produkcyjnego” i „armatniego”.
Po zakończeniu II Wojny Światowej, w „szkolnictwie” kraju prywislinskiego zatrudniano jeszcze – z braku „kadr własnych” – Nauczycieli przedwojennych, np. „ciocio-babcie” (Siostry Dziadka) Konserwatysty, lecz program nauczania był narzucany i kontrolowany przez jednostkę nadzorującą (Kuratorium Oświaty, powiązana z UB), co „zaowocowało” wychowaniem pokoleń już o wiele głupszych od ich pierwotnych, przedwojennych Nauczycielek. Z pokoleń tych, dobrano następne „kadry oświatowe”, psujące w postępie geometrycznym Edukację, aż po dzień dzisiejszy, obfitujący w „magistrów” od wkręcania śrubki w lewo, lub równie wykształconych i potrzebnych…
W zobrazowaniu, narzuconego przez okupanta, procesu zanikania Edukacji, pomoże Czytelnikowi fragment „Instrukcji”, jaką NKWD przygotowała – w latach 50-tych - miedzy innymi także dla polskiej „oświaty”:
„35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem. Na ich miejsce wprowadzić ludzi mianowanych. Doprowadzić do zerwania korelacji między przedmiotami, do ograniczenia wydawania materiałów źródłowych, do usunięcia ze szkół średnich łaciny, greki, filozofii ogólnej, logiki i genetyki. W historii nie można podawać, co który władca chciał zrobić lub zrobił dla kraju, trzeba natomiast ukazywać tyranię królów oraz walki uciemiężonego ludu. W szkolnictwie zawodowym doprowadzić do wąskich specjalizacji.”
„45. Spowodować napływ do szkół wyższych ludzi pochodzących z najniższych grup społecznych, którzy nie wykazują zainteresowań zawodowych, a tylko chęć zdobycia dyplomu.”
- gdyż pokazuje, kto – na ziemiach do dziś okupowanej Rzeczypospolitej – oprócz dzieci i wnuków „awangardy” oprawców, mógł liczyć na zdobycie wyższego wykształcenia; kto później nie tylko „kierował” gospodarką, ale i piastował wysokie funkcje społeczne w kulturze, sztuce, dziennikarstwie; kto kształcił następne pokolenia nauczycieli dzisiejszych „magistrów” oraz kim są, skąd się wzięli i jakimi właściwie kwalifikacjami dysponują, wszechobecne na zapleczu wszelkich działań politycznych „autorytety moralne”, nakazujące młodym i niedoświadczonym umysłom kierunki myślenia i działania, w całkowicie nieprzypadkowy sposób odmienne od wskazań etycznych Cywilizacji Łacińskiej.” (fragment traktatu: „Idea Polski w Myśli konserwatywnej”, str. 15).
Powyższa instrukcja, której autentyczność kwestionowana jest przez wymienione powyżej „autorytety”, odzwierciedla w stu procentach współczesny stan Edukacji oraz kwalifikacje - moralne i zawodowe - Jej „wychowanków”.
Jedynym więc ratunkiem, przed popadnięciem w stan a-cywilizacyjny, wywołany zanikiem Edukacji, opisany przez Heraklita, jako: „Złymi świadkami są oczy i uszy ludziom, którzy noszą duszę barbarzyńców”, jest sięgnięcie – wzorem Tajnego Nauczania z lat Okupacji, lat 40-tych ubiegłego wieku – po Edukację poza-systemową.
System „edukacyjny” demokratycznego państwa prawa, służący „produkcji” bezwolnych mas, czerpiących codzienne „instrukcje” konsumowania, postępowania i myślenia z anty-cywilizacyjnych merdiów, zawiera na szczęście lukę, umożliwiającą czerpanie Wiedzy spoza oficjalnego systemu przymusu szkolnego: naukę języków obcych, która służy nie podniesieniu umiejętności, lecz procesowi depopulacji, poprzez dodatkowy „bodziec” do emigracji zarobkowej Osób najbardziej aktywnych i przedsiębiorczych, stanowiących potencjalne zagrożenie dla nadwiślańskich, częstokroć obcych etnicznie i narodowościowo, anty-elit władzy i pieniądza, będących bezpośrednią protogeniturą władz, przywiezionych na czołgach Stalina…
System pojałtański próbuje ograniczyć wolność Nauki i Wypowiedzi w Internecie, poprzez różne zarządzenia administracyjne (ACTA), lecz postęp technologiczny jest tak ogromny, że Osoby, które pragną edukować się poza nim, swobodnie dotrą do Wiedzy krajów w niej przodujących, jakimi są USA i Wielka Brytania oraz Niemcy.
Pozostaje do wyjaśnienia jeszcze jedna kwestia: Otóż całkowicie uprawnionym jest zapytanie o to, czy Osoby żyjące w – odległej czasem – przeszłości, dosłownie „w innym świecie”, mogą cokolwiek wnieść do skomplikowanej problematyki Współczesności.
Jako odpowiedź, przytaczam cytat ze świętego Tomasza More (Morusa), żyjącego w XVI wieku Kanclerza Anglii, prawnika i myśliciela, przyjaciela Erazma z Rotterdamu, doskonale pasujący do sytuacji, w jakiej znajdują się w pojałtańskiej Polsce Osoby, pragnące zmienić obecny status quo, celem powrotu do Normalności:
„Choćbyś nie mógł wykorzenić przewrotnych zapatrywań ani uleczyć zadawnionych wad podług swego życzenia, nie należy mimo to zaniedbywać losu państwa, ani opuszczać okrętu w czasie burzy dlatego, że nie można opanować wichrów. Lecz nie trzeba narzucać się z pomysłami niezwykłymi i niesłychanymi, skoro możesz przypuszczać, że one nie będą miały znaczenia dla ludzi odmiennych przekonań; raczej zdążaj ocelu drogą okrężną i w miarę możności staraj się zręcznie powiedzieć prawdę w stosownej chwili. Jeśli nie potrafisz tego dokonać, aby w jakiejś sprawie zwyciężyło dobro, czyń przynajmniej wysiłki, aby wpływ zła jak najbardziej osłabić; niemożliwością jest bowiem idealny stan rzeczy na świecie, chyba żeby wszyscy ludzie byli doskonali; lecz tego nie spodziewam się przed upływem wieków”. („Książeczka zaiste złota i niemniej pożyteczna jak przyjemna o najlepszym ustroju państwa i nieznanej dotąd wyspie Utopii”, str. 35 i 106).
Czy wskazówki Myśliciela, żyjącego 500 lat temu, posiadają jakakolwiek wartość przy rozwiązywaniu zagadnień Współczesności, pozostawiam – zwyczajem Konserwatysty – ocenie i inteligencji Czytelnika.
Ceterum censeo Conventum esse delendum