Ryś Ochódzki, ze swoimi przekręcikami na miarę siermiężnego PRL-u może się schować w słomę, z której "ukręcono" tytułowego Misia, lecz szkoda, iż nie "działa" we współczesności, gdyż jego kompetencje mogłyby go wynieść na ministerialne szczyty państwa "które istnieje tylko na papierze" - co zaświadczali szczerze, bo przy "wodzie życia" (aqua vitae, po staropolsku: okowita) więc bez przymusu, podsłuchiwani przez pikolaków państwa owego promilenci i gwiazdorzy ichniej polityki.
Myśl konserwatywna nie interesuje się przetasowaniami w polityce pojałtańskiego kadłubka Rzeczypospolitej, lecz obserwuje degrengoladę wszelkich pozorów istnienia tego tworu Stalina, polegającą na obsadzaniu stanowisk rządowych przez coraz to większe miernoty, powodujące frustrację społeczną na skutek traktowania tych reprezentantów narodu, przez dyplomację międzynarodową.
I tak, Myśl konserwatywna może zrozumieć, iż tekę ministra spraw zagranicznych dzierżył "nasz drogi Bronisław", który posiadał konieczne kwalifikacje, już od wczesnych lat 50-tych, gdy piastował stanowisko rezydenta bezpieki w Paryżu, kamuflowane działalnością Instytutu Polskiego.
Na dodatek, rzeczony "nasz drogi Bronisław" był Osobą inteligentną i znającą jezyk dyplomacji, czyli francuski.
Ostatnimi czasy kadłubek wysłał był do Brukseli analfabetę językowego, który nie zna francuskiego "ni w ząb", ale - co prawda - obiecał, że "wypastuje swój angielski", lecz czegóż to ta Osoba nie obiecywała w ostatnich dziesięcioleciach, więc dlaczego, nagle ma być lepiej z owym, zapowiadanym "pastowaniem"?
Myśl konserwatywna stawia więc pytanie, jakimi kwalifikacjami, prócz zdolności do "uzdrawiania klubów sportowych" i "spółdzielczości" dysponuje obecny minister i jak "wypadnie" np. podczas - nieuchronnego - spotkania z tak wytrawnym dyplomatą, jak pan Siergiej Ławrow?
W ostatniej kwestii, poruszonej w akapicie powyżej, Myśl konserwatywna oświadcza, iż nie będzie poczuwać się do wstydu podobnego do wywołanego zdziwionym spojrzeniem pana Baracka Obamy, podczas spotkania z wyjątkowo dowcipnym strażnikiem żyrandola... |