Kwestia samobójstw w Ludowym Wojsku Polskim należy to „tematów zamkniętych” i za czasów PRL wiadomości o takich wypadkach nie docierały do wiadomości publicznej.
Konserwatysta, który – zrządzeniem Losu – miał znajomka, „zupaka”, pracującego przy kasynie podoficerskim, słyszał o takich wypadkach, a nawet gorszych, gdy np. sfrustrowany warunkami służby Wartownik otworzył ogień do grupki oficerów LWP, zabijając kilku z nich, a na koniec Siebie samego, itp.
Metoda indukcji historycznej, stosowana z powodzeniem przez jednego z wybitniejszych polskich Uczonych okresu Międzywojnia, Pana Profesora Feliksa Konecznego, pozwala na analizę porównawczą, sytuacji z czasów, kiedy to Wojsko Polskie podlegało komendzie Konstantego Pawłowicza, analogicznie do LWP, podległego marszałkom sowieckim.
Wybitny historyk Państwowości Polskiej, Szymon Askenazy wylicza, iż w ciągu pierwszych czterech lat rządów Konstantego Pawłowicza odnotowano 49 przypadków samobójstw samych tylko Oficerów:
„Położenie stawało się bardzo poważnem. Jeden z tych szlachetnych samobójców Wilczek, pisał w zostawionym przed śmiercią liście: »Nigdy panujący w Polsce, ani nawet bliscy ich, nie ginęli z ręki Polaka; obelgi zadawane nam przez W. Księcia są takie, że je krew tylko zmazać może; przyjść może chwila, gdzie uniesienia mego nie będę mógł być panem;" ,wolę się więc zgładzić, niż na nieszczęśliwy lecz nieskażony dotąd naród mój rzucić plamę zabójstwa«.
Całe to tak niezmiernie szkodliwe, a jak się okazuje, dość także ryzykowne postępowanie W. Księcia Konstantego zapewne w znacznej mierze było bezpośrednim, odruchowym wynikiem despotycznych skłonności jego temperamentu; ale było też ono najniezawodniej pośrednim owocem zaszczepianych mu systematycznie wskazań i poduszczeli, płynących z tajnej a głęboko obmyślanej dążności czysto prowokacyjnej.
Osobliwsze w tym względzie postrzeżenia narzucały się niejednokrotnie uważniejszym obserwatorom, kiedy n. p. kaprale rosyjscy, prowadząc przez Warszawę okutego w dyby szeregowca polskiego, »namawiali go, by się zatrzymywał po ulicach i pobudzał lud do litości nad sobą i skruszenia kajdan jego: cały w tem zakrój, by wywołać bunt i zamieszanie w mieście i oczernić potem przed imperatorem«.
Sprowokowanie przedwczesnego rozruchu wojskowego, aby następnie przy jego zduszeniu wraz pogrążyć młode instytucye i przyszłe widoki Królestwa, - taką niewątpliwie była myśl tajnych podszczuwaczów, pchających W. Księcia, a którym nawet zamach na jego osobę byłby wcale na rękę.”
Z powodów utajnienia, nie istnieje wyczerpująca odpowiedź na pytanie, czy podobne sytuacje, pchające Oficerów i Żołnierzy do czynów desperackich, zdarzały się także w LWP, a cały ten problem powinien zostać zapamiętany, lecz „odłożony ad acta” Narodowej Pamięci, gdyby nie manewry ulubieńców Wojciecha Jaruzelskiego, czyli grunwaldczyków i pomniejszej targowicy, stęsknionej za „ruskim knutem” (patrz ilustracja), stręczące pojałtańskiej Polsce kadłubkowej i Polakom napowrót jawny protektorat Moskwy nad państwowością, a więc także nad armią.
Jaka ta „armia” jest i które Osoby są za ten stan rzeczy odpowiedzialne, to temat dla Prokuratora, Sędziego i Pana Małodobrego, czyli kolejna, smutna bajka… snuta przez krwiożerczego Konserwatystę.
Ceterum censeo Conventum esse delendum
|