|
Ponadczasowa wartość publicystyki Aleksandra Świętochowskiego polega nie tylko na wnikliwej i racjonalnej ocenie wydarzeń Jemu współczesnych, które uważnie obserwuje i komentuje, lecz także – poprzez porównanie – stwierdzenie całkowitej zbieżności problemów tamtych czasów ze współczesnymi.
W artykule z dnia 17.10.1925 roku ostro skrytykowany zostaje problem rozrzutności rządzących, którzy nie potrafią, lub nie chcą racjonalnie gospodarować powierzonymi im - przez Obywateli – środkami finansowymi, co jest przekleństwem także czasów współczesnych, gdzie „idzie się do polityki” celem „dorobku”, a lista Osób, które znacząco powiększyły swój majątek od momentu wybrania Ich posłem, tudzież działaczem partyjnym, jest niezmiernie długa, lecz – O dziwo! – nie wzbudza w zdemoralizowanej współczesności powszechnego oburzenia, a tylko uczucie zazdrości i chęć naśladownictwa.
I tak oto, podobnie do czasów współczesnych, jakiś minister rozpływa się w przyrzeczeniach, których nie zrealizowano przez lat prawie już sto i nie zrealizuje za kolejne trzysta:
„Minister skarbu obiecuje w roku następnym zatkać w budżecie państwa dziury”,
przez które – zdaniem Aleksandra Świętochowskiego – „przecieka i przesypuje się mienie narodu, wystarczające na wszystkie jego potrzeby, niewystarczające tylko na potrzeby złodziejów, rabusiów, pasożytów, i marnotrawców.”
Podobnym i palącym także we współczesności problemem, z jakim borykało się Państwo Polskie za czasów Aleksandra Świętochowskiego, było utrzymywanie rozbudowanych nadmiernie instytucji przedstawicielskich:
„Sejm i senat kosztować będą 9,176,649 zł.” [budżet na rok 1926]
co Aleksander Świętochowski komentuje w następujący sposób – „Tę olbrzymią sumę płacić ma naród za utrzymanie gromady swych prawodawców, z których zaledwie dziesiąta część coś rozumie, coś robi i coś do rzeczy gada, a reszta wygniata fotele, podnosi ręce, składa kartki lub przechodzi przez drzwi podczas głosowania i odżywia się w bufecie.”
Czy wymienione w powyższym opisie zachowania i poziom klasy politycznej dotyczyć może czasów współczesnych, pozostawiam zdolnościom obserwacji Czytelnika…
Kończąc te rozważania, przypominam kolejną – uniwersalną - wskazówkę, którą podjąć powinny żywioły polityczne pragnące Polski obywatelskiej:
„Gdyby zmniejszyć <zdobycze społeczne klasy robotniczej> i pozostać na <fałszywej i szkodliwej drodze oszczędności>, gdyby te wspaniale gmachy <rozbudowy państwa> zamienić na skromne przystawki przy innych ministeriach, skarb publiczny pozbyłby się około 90 milionów wydatków niepotrzebnych, a budżet zbliżyłby się do punktu równowagi.”
Ceterum censeo Conventum esse delendum |