Niektórzy, polscy "politycy" zabierają stanowczy głos przeciwko pomocy syryjskim #uchodźcy, których kwalifikują, "socjalistycznym hurtem" i gleichschaltowaniem, jako radykalnych muzułmanów, pragnących "nad Wisłą" wprowadzić prawo szariatu, które - między innymi - nakazuje obcinanie rąk złodziejom.
Kolejnym aspektem, zagrażającym "kulturze przywislańskiej", a zwłaszcza już obyczajności wielu "posłów" i "posłanek", jest kategoryczny zakaz spożywania alkoholu i upubliczniania pornografii - o prostytucji już nie wspominając.
Największym jednak zagrożeniem dla państwa prawa jest, wymagany przez szariat, zakaz lichwy, którą państwo to "stoi" i dzięki niej tylko egzystuje, radośnie oddając w łapska banksterów nienarodzone jeszcze pokolenia.
Konserwatysta jest w stanie wyobrazić sobie, masowy wysyp bezrękich posło-kalek, wytaczających się z sejmowiska przy Wiejskiej, ministerstwa "gospodarki" i wszelkich "klubów i rad biznesu", czołgających się (np. "poseł Lifandoski, czy Szenyfield pozbawieni by zostali przez szariat wszelkich kończyn i wypustek) na przemożnym, nie do zaspokojenia kacu, rozglądających się (jako, że na przemożnym kacu... - Panowie już będą wiedzieli o czym myślę) - daremnie - po rubrykach "sponsoring", czy "agencje towarzyskie", etc, etc...
Najgorszym nieszczęściem dotknięci przez szariat będą "dziennikarze" i "publicyści", masowo wieszani za propagowanie kłamstwa. Gorsze nieszczęście spotka "wybitne i zasłużone dziennikarki", których szariat nie powiesi, lecz odeśle tam, gdzie jest ich miejsce, czyli ... do garów.
Jest także pewnym - i co jest właściwym powodem całej tej hucpy - że pod rządami szariatu Polacy pozbawieni zostaną nie tylko Coca-Coli, lecz i - O Zgrozo!!! - krynicy mądrości, źródła wiedzy i kierunków myślenia, które bije przy ulicy Czerskiej...
Najśmieszniejszym w tej, całej nagonce na "enklawy szariatu" jest fakt, iż najbardziej boją się go potomkowie mieszkańców sztetli i przymiejskich enklaw, rządzących się - setki lat - prawem własnym, przy całkowitej akceptacji tego stanu przez Koronę Polską i Rzeczypospolitą, dla których pracowitość i zaradność finansowa ich mieszkańców, była aż nadto opłacalna i korzystna...
Jak widać, wbrew znanemu przysłowiu, jednak co niektóry "poseł" daleko pada od rodzimej jabłoni...
Jadąc na ryby, MStS |