Ceterum censeo Conventum esse delendum
Marek Stefan Szmidt
 
strona główna · działy · tagi · o autorze · szukaj · Polacy.eu.org  
 

Polska2015.01.30 14:00

Rozważania o Cnocie

 
 

Definicje Monteskiusza ukazują kolejne – niczym dantejskie - kręgi zepsucia życia publicznego, z jego naczelnym hasłem „róbta co chceta” i propagowaniem libertyńskiej wolności.


 
(c.d. z poprzedniej strony)
 

     Powracając (w końcu :-) to tematyki Cnoty w polityce i problemów  - zrzeszeń (społeczeństwa) – w wypadku jej braku u Osób sprawujących władzę w systemie republikańskim, zalecam uwadze Czytelnika kolejny fragment cytowanego już poprzednio dzieła, dotyczący podstawowej, czyli niezbędnej to istnienia rządów powszechnych, zasady demokratycznej, którą jest:       

               „Nie trzeba wiele uczciwości, aby rząd monarchiczny lub też despotyczny utrzymał się i trwał. Siła praw w jednym, wciąż wzniesione ramię władcy w drugim miarkują i trzymają w karbach wszystko.

Ale w państwie ludowym trzeba jednej sprężyny więcej, a jest nią CNOTA.

To, co mówię znajduje potwierdzenie w całym ciągu historii i jest bardzo zgodne z naturą rzeczy. Jasnym bowiem jest, że w monarchii, gdzie ten, który wykonywa prawa, uważa się za stojącego ponad prawem, mniej potrzeba cnoty niż w rządzie ludowym, gdzie ten, który wykonywa prawa, czuje, że sam im podlega i że będzie dźwigał ich ciężar.

Ciekawe to było widowisko w minionym wieku [XVII-tym, przyp. MStS] patrzeć na bezsilne zabiegi Anglików, aby wprowadzić u siebie demokrację. Ponieważ ci, którzy kierowali sprawami, nie posiadali cnoty, ponieważ ambicje ich drażniło powodzenie tego, który na najwięcej się ważył [Oliver Cromwell, przyp. MStS], ponieważ duch jednej frakcji powściągany był jedynie duchem drugiej, rząd zmieniał się bez ustanku; zdumiony lud szukał demokracji i nie znajdował jej nigdzie. Wreszcie po wielu zamieszkach, wstrząśnieniach i starciach trzeba było wrócić do tego samego rządu, który się wygnało…

…Greccy mężowie stanu żyjący pod rządem ludowym nie uznawali innej siły zdolnej go podtrzymać, prócz cnoty. Kiedy ta cnota zanika, ambicja wciska się do serc zdolnych ją odczuć, a chciwość do wszystkich. Pragnienia zmieniają przedmiot; nie kocha się już tego, co się kochało. Ludzie byli wolni z prawami, chcą być wolni przeciw prawom. Każdy obywatel jest jak niewolnik zbiegły z domu pana. To, co było zasadą zowie się surowością; co było prawidłem, zowie się spętaniem co było szacunkiem, zowie się lękiem. Oszczędność zwie się tam chciwością, nie żądzą posiadania. Niegdyś mienie prywatne stanowiło skarb publiczny; obecnie skarb publiczny staje się dziedzictwem prywatnym. Republika staje się łupem; siła jej jest tylko potęgą kilku obywateli, a swawolą wszystkich”. Księga Trzecia „O zasadzie demokracji”

     Według Monteskiusza, którego opinię w materii prawodawstwa sugeruję do przemyślenia Czytelnikowi - i skonfrontowanie jej z warunkami jakie oferuje współczesność demokratycznego państwa prawa, nieodzownym atrybutem ustroju demokratycznego jest Cnota, a jej brak u rządzących prowadzi do głębokiej demoralizacji zrzeszeń, widocznych – w warunkach polskich – od haniebnej Targowicy, poprzez służalczość Zajączka i Jaruzelskiego, aż po dzień dzisiejszy prawie codziennych denuncjacji medialnych, wykańczających wspólników do koryta, jakim stały się finanse publiczne, gromadzone anty-cywilizacyjną metodą grabieży podatkowej.

     To właśnie Cnota, której właściwości opisze kolejny cytat, jest ową „sprężyną”, stanowiącą nieodłączny atrybut rządów republikańskich oraz warunkiem niezbędnym do ich ustanowienia.

     Gdy, jednak, Cnota ulegnie entropii i całkiem zaniknie, państwo stacza się w kierunku despocji, w której górę biorą najgorsze instynkty, w tym chciwość. Jak ostrzega Monteskiusz, skarb publiczny staje się własnością elity wydrwigroszy, czyli ochlokracją, której republika wydana jest na pastwę niskich rządzy. Czy analiza barona de Montesquieu, napisana prawie dwa i pół wieku temu posiada jakiekolwiek zastosowanie we współczesności, pozostawiam inteligencji i spostrzegawczości Czytelnika, przechodząc do cytatów, charakteryzujących ową, zachwalaną tutaj Cnotę:

„Cnota w republice, jest to rzecz bardzo prosta: jest to miłość republiki; uczucie a nie szereg wiadomości. Najlichszy człowiek w państwie może mieć to uczucie, tak samo jak najpierwszy. Skoro lud posiędzie raz dobre zasady, trzyma się ich dłużej niż tak zwane wyższe towarzystwo. Rzadko zepsucie zaczyna się od ludu. Często właśnie z niedostatku swej oświaty czerpie on silniejsze przywiązanie do istniejącego stanu rzeczy.". Księga Piąta. „Co to jest cnota w ustroju politycznym”

     Trudno o bardziej klarowne, nie zepsute i nie zaciemnione dialektyką marksistowsko-leninowską, ujęcie najważniejszych problemów. Pięć, krótkich zdań, których rozwinięcie pochłonąć może kilkaset stron pracy doktorskiej… Warto je, więc rozłożyć i omówić pokrótce, stosownie do rozmiarów tego szkicu.

     Pierwsze zdanie zadaje cios w edukację dzisiejszego systemu - stawiającego za priorytet nauczanie starannie dobranych wiadomości, - kwalifikującego się, według „skali” Monteskiusza do despocji, wyrażonej dobitnie w obowiązującym dokumencie podstawowym, który Konserwatysta wzdraga się nazwać Konstytucją, gdyż zawiera następujące przesłanie o wybitnym charakterze anty-cywilizacyjnym: „Art. 7. Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Co oznacza w praktyce rządy oparte nie na Sumieniu i innych wartościach cywilizacyjnych, lecz jedynie za zbiorze przepisów, które rząd sam uchwala i zatwierdza, a skutkiem ich jest sytuacja, iż jeżeli nie napisano, że nie wolno kraść mienia publicznego, to znaczy, że kradzież zgodna jest z ideą państwa. Czy ostatnie zdanie jest li tylko urąganiem Konserwatysty, kompletnie oderwanym od rzeczywistości, czy posiada pokrycie w praktyce obecnej formy rządów, pozostawiam sumieniu Czytelnika (na wszelki wypadek przypominając rozmowy elit nagrane przez pikolaków oraz ostatnie wojaże zagraniczne Panów Posłów, co stanowi jedynie koniuszek góry lodowej korupcji i pospolitej kradzieży).

     Drugie zdanie z rozprawy Monteskiusza obnaża znów nieprzystawalność cywilizacyjną współczesnej edukacji do wzorców łacińskich, gdyż propaguje ona tylko konsumpcjonizm, wychowując rzesze wiecznie bezrobotnych, ale magistrów, rzadko kiedy (gdyż są jeszcze prawdziwi Nauczyciele) dbając o uczucie miłości Ojczyzny, bo jak nazwać inaczej straszliwą degrengoladę poczucia narodowego, objawiającą się okrzykami „Polska, biało-czerwoni”, nawiązującymi do tradycji czerwonej flagi komunistycznej, podczas gdy polskie barwy narodowe to biel i amarant.

     Zdanie trzecie i czwarte są zapowiedzią piątego, które wyjaśnia powód tak niskiego poziomu oświaty w demokratycznym państwie prawa: „nieoświecone masy” czerpią „silniejsze przywiązanie do istniejącego stanu rzeczy”, co jest zgodne z intencją rządzącej ochlokracji, pilnującej swoich synekur i apanaży, przed - spragnioną dóbr doczesnych – bezlitosną, równie zdemoralizowaną cywilizacyjnie i drapieżną konkurencją; wszyscy zaś – pospołu - opętani są ślepym pożądaniem, stanowiącym jedyny sens i cel w ich – nędznym - życiu:

           „Pożądanie jest najbardziej naglącą ze wszystkich naszych potrzeb; toteż zaledwie jedno pożądanie jest zaspokojone, two­rzymy sobie natychmiast następne. Często słuchamy kilku naraz, albo, jeżeli to niemożliwe, zachowujemy na później te, przed któ­rymi nie możemy w obecnych okolicznościach otworzyć naszej duszy. W ten sposób nasze namiętności odnawiają się, następują po sobie, mnożą się i żyjemy już tylko po to, aby pożądać, i tylko o tyle, o ile pożądamy." Étienne Bonnot de Condillac „Treatise on the Sensations”, 1754

     Obecność pożądania w przestrzeni publicznej, stanowiącego modus vivendi i jedyny cel rządzących, wymaga kultywowania Cnoty, kojarzonej najczęściej z dyspozycją ewangeliczną, tak bardzo pożądaną w życiu politycznym wszystkich rodzajów urządzeń ponadnarodowych (w despocjach Cnota chroni przed demoralizacją przez władzę publiczną, a w monarchiach jest podporą Honoru), wręcz nieodzowną dla istnienia i funkcjonowania ustrojów republikańskich, przybierając wtedy formę: Miłości Ojczyzny, tak oto ujętej przez Monteskiusza:

                  „Miłość ojczyzny prowadzi do zacności obyczajów; zacność obyczajów zaś do miłości ojczyzny…

            … Miłość równości ogranicza w demokracji ambicję do jedne­go pragnienia, jednego szczęścia, a mianowicie aby oddać ojczyźnie większe usługi niż inni. Wszyscy nie mogą jej oddać równych usług; ale wszyscy po równi winni jej służyć. Rodząc się każdy zaciąga względem niej olbrzymi dług, z którego nigdy nie może się wypłacić”. Ibidem, Księga Piąta

     Jakże naiwnie brzmią słowa powyższe, w rzeczywistości opanowanej przez pożądanie dóbr doczesnych, której odbiciem jest demoralizacja elit politycznych dzisiejszej, mieniącej się Polską formy państwowości, o której jeden z jej prominentów – mający szerszy dostęp do faktów – stwierdził, iż istnieje tylko teoretycznie.

      Na powyższym nie kończy się problem degradacji państwa demokratycznego w demokratyczne państwo prawa z jego skrzywionym poczuciem równości, a definicje Monteskiusza ukazują kolejne – niczym dantejskie - kręgi zepsucia życia publicznego, z jego naczelnym hasłem „róbta co chceta” i propagowaniem libertyńskiej wolności :

                  „Różnica między demokracją dobrze a źle urządzoną polega na tym, iż w pierwszej jest się równym każdemu jedynie jako obywatel, w drugiej zaś jest się też równym jako urzędnik i senator, jako sędzia, jako ojciec, jako mąż, jako pan.

           Naturalne miejsce cnoty jest obok wolności, ale tak samo nie istnieje ona przy nadmiernej wolności co przy niewoli”. Ibidem, Księga Ósma

     Czy istnieje więc jakakolwiek nadzieja na poprawę stosunków w Polsce i sprowadzenie życia publicznego na drogę Cnoty? (życie prywatne jest sprawą wolności wyboru Osoby Ludzkiej). Na to pytanie odpowiedział Moses Mendelssohn, po lekturze Spinozy i Leibniza, wkładając w usta Sokratesa, następujące słowa otuchy:

            „Mamy pełne podstawy po temu, aby wierzyć — sądząc po nieprzepartej dążności istot rozumnych do stanu doskonalszego — że ich doskonałość jest najwyższym celem stworzenia. Możemy powiedzieć, że ten bezmierny wszechświat został stworzony po to, aby były istoty rozumne, które mogłyby wznosić się na coraz to wyższe szczeble, doskonalić się stopniowo i w tym doskonaleniu się znajdować szczęście." Fedona”. 1767

 

 
« poprzednia strona   str. 3 z 4   następna strona »
6089 odsłon  średnio 5 (3 głosy)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować   
Tagi: Arystoteles ze Stagiry, Montesquieu, Monteskiusz, Moses Mendelssohn, Spinoza, Leibniz, Fryderyk II, Paul Hazard, Cnota, republika, demokracja, G. E. Lessing, Marek Stefan Szmidt, „O duchu praw”, Konstytucja 3 Maja, Étienne Bonnot de Condillac.
 
login:
hasło:
 
załóż konto, załóż bloga!
Więcej funkcji, w tym ocenianie i komentowanie artykułów.
odzyskaj hasło
najnowsze komentarze
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Piotr Świtecki → Swiatowid
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Swiatowid → Piotr Świtecki
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Nieświadomi
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
Re: Nieświadomi
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Nieświadomi
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
Re: Nieświadomi
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
Re: Konfederacja i przestępcze działania
Piotr Świtecki → Marek Stefan Szmidt
Re: Konstytucja
Marek Stefan Szmidt → Piotr Świtecki
więcej…